Katniss i Peeta - reszta życia

Wpisy

  • sobota, 29 listopada 2014
    • Rozdział 34

      Nie chcę na nich patrzeć po prostu kulę się w rogu celi i boję się że coś im zrobię nie panują nad sobą. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę że wciąż jestem w szpitalnej piżamie.

      - Cholera - przeklinam pod nosem i zdaję sobie sprawę dlaczego mnie zamknęli. Szpitalne, szpitalne ciuch, moje wejście, twarzy lekko pobijana i potargane włosy mogły sprawić że wyglądam jakbym dopiero uciekła z psychiatryka.

      - Katniss przeklina ?! Nie wierzę - ironizuje z wrednym uśmiechem brunetka. - Co tu robisz ciemna maso ?

      - To co ty - uśmiecham się tak samo jak ona ale patrzę na korytarz. Słyszę że dziewczyna się zaśmiała więc odwracam głowę. - Jestem tu żeby wszystkich wkurzyć. - Dziewczyna rzuca we mnie czarne obcisłe spodnie i czarny , wtedy zauważam że ona i Peeta -który zdaje się mnie nawet nie zauważył- maja takie same na sobie.

      - Przebierz się - zakładam spodnie nie zdejmując szpitalnej koszuli a potem odwracam się tyłem do krat i zmieniam bluzkę. Ubrania są elastyczne i dzięki temu mogę się w nich spokojnie poruszać.Zaplatam sobie na szybko warkocz i wiążę je gumką którą miała Jo.

      - Co się dzieje ? - w tym samym momencie zegarek w który gapił się zawzięcie Peeta rozbłyska niebieskim światłem. Chłopak wyciąga rękę żebyśmy widziały obraz.

      - Jeśli to widzicie to znaczy że moje czasy dobiegły końca - na zegarku jest Beetee. - Paylor to ona za tym wszystkim stoi. Musicie się ukryć. Dopiero kiedy dojdziecie do kryjówki ze swoimi bliskimi będę mógł przekazać wam resztę. Katniss twoja broszka jest kluczem do wszystkich drzwi jakie przed tobą i twoimi bliskimi staną. Stroje są ze specjalnego materiału, są kuloodporne. Broń jest tam gdzie ktoś kogo kochacie nad życie.  Jeśli będziecie znowu usłyszeć tę wiadomość cofnijcie zegarek o godzinę. - obraz zniknął. Mam ochotę w coś walnąć więc kopię kraty, ku mojemu zdziwieniu otworzyły się...

       

      Taki krótki rozdział i jednocześnie zapowiedź kolejnych... ~~ Zadziorna ;)


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Rozdział 34”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      zadziorna1000
      Czas publikacji:
      sobota, 29 listopada 2014 18:23
  • środa, 26 listopada 2014
    • Rozdział 33

      Wstaję z Peetą i czekam co powie lekarz.

      - Jej stan jest ciężki przez pani sytuację kiedy panią wyleczymy będzie mogła wrócić do pokarmu matki ale musimy  pozbyć się całego jadu os gończych z pani organizmu i jej - mówi lekarz. 

      - Dlaczego wymiotowała krwią ? - pyta Peeta.

      - Jej organizm starał się wypłukać jad. Jest bardzo mała i musimy zacząć szukać dawcy krwi dla niej, a do tego jest potrzebna zgoda obojga rodziców na piśmie. Idziemy do jakiegoś gabinetu i podpisujemy papiery.

      - Mówił pan że potrzebny jest dawca z tą samą grupą krwi... - myślę na głos. - Ja mam A a Peeta ma B...

      - Krew musi być taka sama a pańska córka ma AB i jest jeszcze kwestia tego że oboje przeżyliście osaczenie więc żadne z was nigdy nie może zostać dawcą - podsumowuje lekarz. - może ktoś z rodziny, znajomych? 

      - Prim miała AB - nie wiem czemu powiedziałam to na głos. Łzy napływają mi do oczu ale powstrzymuję je. 

      - Pamiętam jak oglądałem dożynki. Jak poświęciła się pani dla niej. Gdyby nie pani siostra moja córka by nie żyła więc obiecuję wam że zrobię dla Jennifer wszystko co w mojej mocy - znowu powstrzymuję się od płaczu. Doktor każe mi iść na jakieś badania więc kieruję się tam a Peeta zostaje przy Jennifer.

      - Podam pani morfinę - mówi pielęgniarka podchodząc do mnie ze strzykawką. Odruchowo się odsuwam. Doskonale pamiętam jak w trzynastce uzależniłam się z Jochanną.

      - Ja nie mogę - mówię i spuszczam głowę. - Byłam uzależniona.

      - Powiem coś pani. Niemożna przestać być uzależnionym, zawsze się jest. Ja jestem uzależniona od alkoholu, byłam na odwyku co nie oznacza że się od... uzależniłam? - uśmiecha się do mnie. Pielęgniarka odkłada strzykawkę na metalowy stolik i przegląda do jakiś papierów. - A... faktycznie... jest - zaczyna mamrotać pod nosem. - W takim razie zrobimy pani badanie krwi... - mówi ciągle przeglądając papiery. Po badaniu krwi kręci mi się w głowie i mimo ostrzeżeń lekarki wychodzę z sali. Kiedy wchodzę do sali w której leży Jennifer mdleję.

       

      Oczami Peety

      Katniss weszła do sali i zemdlała. Coraz bardziej się o nią martwię. Podbiegam do niej i wołam o pomoc. Lekarze zabierają ją na jakieś badania a w tym czasie przychodzi Johanna z Wanessą, mama i mama Katniss.

      - Co się stało ? - pyta Johanna widząc podpiętą do przeróżnych maszyn Jenny.

      - Problemy, same problem... - Wzdycham i siadam na stołku.

      - Pójdę pomówić z lekarzem... - odzywa się mama Katniss. - Johanno pójdziesz ze mną ?- mama Katniss i Johanna wychodzą zostaję z moją matką. Spoglądam na nią i widzę że jest zła. Zła to mało powiedziane - jest wściekła. Są dwie opcje pokłóciła się z kimś albo znowu mnie nienawidzi.Mama patrzy tylko na Jenny, niby tylko patrzy ale jej wzrok jest lodowaty. Przeszywa własną córkę jej specjalnym spojrzeniem które mówiło "Nie zbliżaj się bo oberwiesz!" Zasłoniłem moją córkę sobą i spojrzałem na matkę.

      - Teraz się cieszysz ? - pyta z odrazą. - Jesteś szczęśliwy ?- od razu domyślam się o co chodzi.

      - Pokłóciłaś się z tatą i znowu wyżywasz się na mnie ? Na Katniss ? Czy na swojej wnuczce ? - matka nie zmieni wyrazu twarzy. Jest obojętna - jak Katniss przyjmuje kamienny wyraz twarzy.

      - Zrobiłeś tej wywłoce dziecko, ona zachorowała i to samo z dzieckiem - podchodzi do łóżeczka i wyciąga rękę do Jenny. Łapię ją za nadgarstek i wstaję.

      - Tylko jej tknij a obiecuję że do końca życia będziesz  nosiła kajdanki - warczę ściskając jak najmocniej jej rękę. W oczach widzę strach więc puszczam i czekam aż się cofnie, dopiero wtedy siadam. Kiedy moja matka wychodzi siadam na krześle i zasypiam. Jak zwykle nawiedzają mnie koszmary. Budzą mnie straszne krzyki z korytarza, uchylam drzwi żeby zobaczyć co się dzieje i widzę jak Katniss kłuci się z Enobarią. Enobaria ?! Ostatni raz widziałem ją kiedy ciąża Katniss zaczęła być widoczna.

      - Zamknij się! - wrzeszczy Katniss. - Jesteś nienormalna!

      - On mnie kochał rozumiesz ?! A ona go zabiła!

      - Nie zabiła go jest główną podejrzaną bo zrobiła mu dziecko! Ale nie zabiła go! - Katniss jest wściekła z tego co słyszę. - Poza tym gdyby to zrobiła to nie pokazywała się w Kapitolu!

      - To pewnie ty ?! Okręciłyście go sobie wokół palca! A potem zabiłyście bo dzieci wam zrobił! - drze się Enobaria.

      - Jesteś wariatką?!

      - On mnie kochał!

      - Nawet bardzo skoro całował ją na środku Wioski Zwycięzców! - Enobaria rzuca się na Katniss ale ta broni się i pcha ją z całej siły na ścianę. Enobaria upada a z jej głowy zaczyna lecieć krew. Katniss popada w histerię, próbuję ją przytulić ale odpycha mnie, krzyczy coś niewyraźnie i ucieka. Wołam o pomoc i po chwili lekarze pojawiają się na korytarzu, a ktoś zabiera mnie na przesłuchanie

       

      Oczami Katniss

      Biegnę w stronę Pałacu Prezydenckiego gdzie powinnam znaleźć Beetiego. Do budynku wpadam jak burza i po chwili jestem  przygwożdżona do marmurowej podłogi. Szamoczę się jak ryba domagająca się wody i wrzeszczę że muszę spotkać się z prezydentem. Zabierają mnie do jakiejś celi w której są jeszcze dwie osoby...

       

      Kto się domyśla kogo Katniss spotka w celi ? Komy! Piszcie komy! Komy motywują! ~~Zadzorna

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Rozdział 33”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      zadziorna1000
      Czas publikacji:
      środa, 26 listopada 2014 20:58
  • niedziela, 23 listopada 2014
    • Rozdział 32

      Po tym rozdziale może będziecie chcieli mnie zabić zobaczymy jaki będę miała humor i tak się sprawy potoczą :P cieszę się że ktoś czyta moje wypociny ~~ Zadziorna

       

      Po tym jak dowiedziałam się co mi jest straciłam kontrolę nad sobą z pięć czy sześć razy. Za każdym razem krzyczałam tylko jedno : "- Gdzie jest Jenny ?!" Dostawałam leki po których znów panowałam nad swoją głową i rozmawiałam z lekarzem, który po czwartym ataku postanowił że moja córka musi być przy ataku. 

      - Nie! I koniec! - powiedziałam po kolejnych namowach lekarza. - Jeśli jej coś zrobię nie wybaczę sobie tego! - zaczęłam płakać. 

      - A jeśli powiem że pan Mellark wyraził zgodę ? - powiedziała z nadzieją w głosie. Wytrzeszczyłam oczy. 

      - Peeta !? - wydarłam się a chłopach wbiegł do sali.  Byłam wściekła. 

      - Co się stało kochanie ? - zapytał z niepokojem. 

      -Peeta jak mogłeś to zrobić?!

      -Co ja zno...- zaczął ale mu przerwałam. 

      - A jeśli ją skrzywdzę ?! - wrzeszczę. Peeta unika mojego wzroku, pewnie szuka wymówki.Znowu kieruje na mnie wzrok i otwiera usta jakby chciał coś powiedzieć ale przerywa mu wejście pielęgniarki. Dziewczyna jest dużo ładniejsza ode mnie.

      - Panie Mellark jest pan potrzebny doktorowi Oliwerowi - mówi dziewczyna i czeka na odpowiedź.

      - Zaraz przyjdę - mówi lekko zmieszany Peeta.

      - Ale sytuacja jest poważna pana córka... - straciłam kontrolę. Zaczęłam się szarpać ze sznurami aż je rozerwałam. Lekarz oniemiał a ja rzuciłam się na pielęgniarkę.

      - Gdzie jest Jennifer ?! - dziewczyna tylko wskazała palcem drzwi naprzeciwko mojej sali. Ruszyłam biegiem do drzwi i podbiegłam jak najszybciej do łóżeczka z małym płaczącym zawiniątkiem.  Lekarze odsunęli się w popłochu a ja zaczęłam śpiewać:

      W oddali łąki wejdźże do łóżka,

      Czeka tam na ciebie z trawy poduszka,

      Skłoń na niej główkę...

      Dziewczynka zaczyna kasłać i chyba się dusić. Obok mnie pojawia się Peeta i masa lekarzy. Dopiero teraz widzę że do Jenny jest podłączona masa kabli. Lekarze coś jej wstrzykują. Podnoszą i kładą na brzuchu a ona wymiotuje krwią. Popadam w histerię widząc moją córkę duszącą się. Peeta przytula mnie tak mocno że ledwie oddycham ale tego mi potrzeba. Czuję że on też płacze.

      - Dren ! Dajcie dren! - drze się jakiś lekarz i odsuwa nas w kąt pokoju. Jennifer płacze ja płaczę, Peeta płacze nie wiem co się dzieje. Ktoś wyprowadza nas z sali. Potem orientuję się że to Haymitch. Drę się i okładam pięściami mentora ,a przynajmniej próbuję bo Peeta mnie odciąga i znowu przytula. Siedzimy pod tą salą kilka godzin wciąż płacząc i modląc się. Wreszcie wychodzi lekarz widocznie zmęczony...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Rozdział 32”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      zadziorna1000
      Czas publikacji:
      niedziela, 23 listopada 2014 20:48
  • sobota, 22 listopada 2014
    • Rozdział 31

      Witam po mega długiej przerwie. Przeprowadziłam się niedawno do Łomianek pod Warszawą. Wspaniała miejscowość ! Kto był na maratonie Igrzysk i tak jak ja przepłakał połowę ? Wszystko się wyjaśnia w tym rozdziale. Dobra wracam do historii.

      Oczami Peety

      Nie mogłem oddychać. Gdy otworzyłem oczy zobaczyłem Katniss, ale to nie była ona. Ręce zaciskała na mojej szyi jak ja w trzynastce. Tym razem sytuacja się odwróciła. Diewczyna coś do mnie krzyczy lecz jej nie słyszę. 

      - Gdzie jest Jenny ?! - wrzeszczy i bardziej zaciska ręce. Ktoś próbuje wejść do sali.  Drzwi są zamknięte. Dlaczego?! Co się dzieje?! Katniss puszcza mnie i wspina się na parapet. Nie mogę się ruszyć. Otwiera okno i wyskakuje. Wtedy zrywam się na równe nogi lecz padam po dwóch krokach. Staram się doczołgać do okna. W tym momencie drzwi otwierają się z hukiem. Do sali wpada kilku uzbrojonych strażników. Jeden coś do mnie krzyczy.

      - Gdzie dziewczyna ?!- próbuję coś powiedzieć ale nie mogę. Oczy mi się zamykają.

      Oczami Katniss

      Upadek trochę bolał ale nie zwróciłam na to uwagi. Od czasu pobudki w ogóle nie wiem co robię. Dusiłam Peetę! Nie panuję nad swoimi ruchami. Głowa mnie boli i mam wrażenie że znowu jestem pod wpływem jadu gończych os. Drzewa przede mną zaczynają wirować. Nie panuję nad moimi ruchami. Czemu?! W biegu przewracam wiele osób. Chcę się zatrzymać ale nie mogę. Świt wiruje a ja biegnę. Ludzie wokoło krzyczą. Widzę znajomą twarz. To Edward. Moje ciało rusza w jego kierunku. Stoi przed jakimś sklepem. Staram się opanować bujanie się świata. Nie wiem co się dzieje. Łapię Edwarda za koszulę i przyciskam go do ściany. 

      - Gdzie Jennifer?! - drę się choć nie chcę. Staram się myśleć tylko o jednej rzeczy: "przestań". 

      - Katniss ?! - drze się Edward ale nie zwracam na niego uwagi. Przestań.

      Przestań

      Przestań

      Przestań

      Przestań

      Staram się ruszyć głową. Nic z tego.

      Przestań

      Przestań! . Poruszyłam głową! Rozluźniłam uściski opuściłam głowę. 

      - Katniss! - głos Peety. Nie mogę się na nim skupić bo znowu stracę panowanie. Przestań!

      - Peeta - szepczę a wokół mnie pojawia się grypa uzbrojonych żołnierzy.

      - Żołnierzu Ewerdeen proszę się poddać! - krzyknął jeden celując do mnie.

      - Odsuńcie się zanim wróci! - krzyknęłam a świat znowu zaczął się kręcić. Zasłoniłam uszy dłońmi i padłam na kolana.

      - Nie! Nie! Nieeee! - darłam się. - Przestań! - Poczułam że ktoś mnie obejmuje. - Peeta ja nie panuję... - straciłam kontrolę. Świat znowu wirował a moje ciało atakowało co popadnie. Coś we mnie trafiło i upadłam. Nie straciłam przytomności ale moje nogi i ręce były nieruchome. Peeta znowu podbiegł do mnie i złapał tak żeby moje bezwładne ciało nie padło na betonową posadzkę. 

      - Katniss ? - zapytał patrząc mi w oczy. 

      - Tak- wyszeptałam. Jeden z żołnierzy podszedł do nas i związał mi nogi i założył kajdanki.

      - Lek odbiera władzę zainfekowanej części mózgu chroniąc tej najmniej uszkodzonej - wyjaśnia. Peeta podnosi mnie i idzie w środku sztabu żołnierzy. 

      Wylądowałam w izolatce. Po jakiejś godzinie przychodzi lekarz z wynikami badań. Zaczął mówić co do mnie żargonem medycznym ale nic nie rozumiałam. 

      - Proszę mówić po ludzku ja nic nie rozumiem - przerywam mu. 

      - No dobrze. Kule którymi was postrzelono były w jadzie os gończych. Pani mąż miał ataki lecz pani nie doznała szczególnych obrażeń podczas ataku. Jad nie zaatakował wtedy kiedy powinien. Okazało się że lekarz który panią leczył i operował był jednym z pomocników Snowa. Podczas operacji wstrzykną pani jad który został zmodyfikowany. Niestety nie wiemy jak. Wylew był oznaką walki mózgu. Pani lekarz podczas operacji podwoił dawkę jadu a mózg się poddał. - wyjaśnił. Po moim policzku spłynęła jedna łza. - Czy mała pani dziwne sny ?

      - Tak

       

       

       

      Ten dopisek jest dla tych którzy wciąż nie rozumieją rozdział 29 jest snem Katniss podczas którego jej mózg walczy z jadem. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Rozdział 31”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      zadziorna1000
      Czas publikacji:
      sobota, 22 listopada 2014 19:56
  • poniedziałek, 22 września 2014
    • Rozdział 30

      Nie wiem co się stało. Katniss po prostu zemdlała. Jennifer jest teraz w ośrodku szkoleniowym z innymi - kiedy zabrali nieprzytomną Katniss, mama ją wzięła. Siadam na krześle w korytarzu i chowam twarz w dłoniach. Jedyne co mi zostało to czekać. Ona nie może umrzeć. Nie teraz. Jeśli zginie ja też będę chciał się zabić, a Jennifer musi mieć rodziców. A jeśli to ja jej coś zrobiłem? Miałem atak i nic nie pamiętam ?

      - Pan Mellark ? - podniosłem głowę i zobaczyłem wysokiego szatyna w czarnym mundurze. Powoli pokiwałem głową i wstałem. - Chcę się tylko zapytać co tam się stało - miał opanowany głos.

      - Ja nic jej nie zrobiłem.

      - Spokojnie. To wiem z kamer, chcę tylko zobaczyć to oczami kogoś kto to widział na żywo - znowu pokiwałem głową.

      - Przypomniałem sobie wszystko i powiedziałem jej to, potem powiedziała mi że mnie kocha i kiedy powiedziałem jej że też ją kocham zemdlała - głos mi się łamał. - Co się z nią dzieje ? - zapytałem rozpaczliwie - Czy to moja wina ? - mężczyzna milczał.

      - Za dużo nie wiem ale jestem pewny że to nie jest pańska wina - poklepał mnie po ramieniu. - Do widzenia - odpowiedziałem mu skinieniem głowy i usiadłem z powrotem gdy odszedł. Chciałem żeby z sali na przeciwko wyszedł lekarz i powiedział że jest przytomna, że nic jej nie jest, przynajmniej że jej stan jest stabilny. Siedziałem tam kilka godzin i wspominałem chwile spędzone z Katniss. Spoglądam na zegarek wiszący pod sufitem i znowu chowam twarz w dłoniach. 20.08. Siedzę tu sześć godzin a do sali Katniss ciągle wchodzą lekarze albo wbiegają i wybiegają pielęgniarki. Nie wiem co się dzieje. Zaczynam chodzić wte i we wte. Po kolejnej godzinie z sali wychodzi lekarz i staje przed salą. Szybko podchodzę do niego.

      - Co z nią ? - pytam a po minie lekarza widzę że nie jest dobrze.

      - Nie wiemy co jej jest. Nagle dostała krwotoku. Organy wewnętrzne wyglądały jakby coś wybuchło. Jej stan na razie jest stabilny - nie wiem co myśleć - może pan do niej wejść na razie jest pod narkozą ale jutro się wybudzi. Jest jedna rzecz - mężczyzna zrobił krótką przerwę jakby się nad czymś zastanawiał - jej osobowość może się zmienić.

      - Jak to zmienić? Katniss nie będzie już tą samą... Katniss? - chciałem krzyczeć. Walczyłem trzy lata o jej miłość, a teraz czeka mnie kolejny rok. Otworzył drzwi od sali. Wyglądała na taką bezbronną kiedy spała. Podszedłem do łóżka na którym leżała. Usiadłem na podłodze, wziąłem ją za rękę i pocałowałem grzbiet jej dłoni. Do pokoju wbiegła jakaś dziewczyna na wysokich obcasach.

      - To straszne co jej zrobili ! - wrzasnęła Johanna.

      - Co ? Co jej zrobili ?!

      - Nie wiesz ?! wstrzyknęli jej lek z jadem gończych os - powiedziała a cały świat zniknął została tylko ciemność.

      ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

      Długo mnie nie  było ale już jestem ;D

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Rozdział 30”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      zadziorna1000
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 22 września 2014 22:55
  • wtorek, 26 sierpnia 2014
    • Rozdział 29

      Słyszę swoje imię jakby przez mgłę. Ktoś szturcha mnie w ramię. Po raz ostatni spoglądam w ich błękitne oczy. Ciemność. Słyszę swoje imię coraz wyraźniej. Nie wiem co się dzieje, więc zaczynam się szarpać i krzyczeć. Co się dzieje ?! Jeszcze przed chwilą trzymałam własne dziecko rękach a teraz nie pamiętam jego imienia! Otwieram oczy.

      - Boże dziecko ! - krzyczy matka Peety. Powoli uspokajam oddech i rozglądam się po pomieszczeniu. Oprócz mnie i matki Peety są tam jego bracia i ojciec, moja mama, Johanna, Haymitch i Effie. Wszyscy mają wzrok wlepiony we mnie. Mam mętlik w głowie.

      - Gdzie...? - zadaję pytanie i milknę. - Co się stało ? - głos mi się łamie.

      - Katniss... - zaczyna mentor. - Byłaś w śpiączce.

      - Co ?! A gdzie Peeta ?! - łzy pieką mnie pod powiekami lecz nie daję im ujścia. Czyli cały ten czas spałam ? - Gdzie Peeta i...- nie kończę bo moja mama wstrzykuje mi coś w rękę. Znowu zapada ciemność. Kiedy się budzę w pokoju jest tylko moja mama. Podpieram się na łokciach.

      - Widzę że wstałaś - uśmiecha się do mnie i siada na krawędzi łóżka. Lekko kiwam głową.

      - Mamo co się stało ? - zadaję pytanie które mnie najbardziej interesuje.Kobieta uśmiecha się blado i bierze mnie za rękę.

      - Byłaś w śpiączce... Ale to nie była taka zwykł śpiączka - unoszę pytająco brwi. - Kule którymi zostaliście postrzeleni były w jadzie os gończych. Kiedy spałaś miałaś sny - przełykam mocno ślinę.

      - Byliśmy szczęśliwi, wszyscy - mama wstaje i wychodzi bez słowa. Po pewnym czasie orientuję się że zagapiłam się nie myśląc o niczym.  Powoli wstaję i ruszam w stronę drzwi. Wychodzę na zatłoczony korytarz. Jest tu tyle ludzi że ledwo widzę białe ściany. Przeciskam się przez tłum aż wypadam na świeże powietrze.

      - Szlag by to... - przeklinam pod nosem gdy widzę że to balkon. Podchodzę do barierek i wychylam się by zobaczyć co jest niżej. Sadzawka. Od lądu dzieli mnie jakieś 20 metrów. Obracam głowę i przez szklane drzwi widzę tabun lekarzy - w tym moja mama - zmierzających w moim kierunku. Przechodzę na drugą stronę metalowej barierki. Lekarze wbiegają na balkon a ja skaczę. Polowania z ojcem, zabawy z Prim, nasz dom na Złożysku, polowania z Gale'em, chleb od Peety, mniszek, szkoła, 74 i 75 Głodowe Igrzyska, wojna i ostatni rok po wojnie. Obraz urywa się wraz z moim uderzeniem o taflę wody. Mówi się że widzi się całe życie przed śmiercią. Czyli umarłam ? Jeśli nie żyję to czemu czuję ? Otwieram oczy. W wodzie widać wszystko jak na dłoni. dno kilka metrów pode mną. Kolorowe ryby i glony. Wypływam na powierzchnię i jak najszybciej uciekam w kierunku który - niestety - dobrze znam. Ośrodek szkoleniowy. Mokre szpitalne ubrania lepią się do mnie. Kiedy biegłam ulicami Kapitolu kilku dziennikarzy zrobiło mi zdjęcie. Gmach ośrodka zawsze mnie przerażał ale tym razem było gorzej bo nie ma przy mnie Peety. Drzwi windy otwierają się na dwunastym piętrze, a ja po cichu przebiegam do mojego pokoju. Wycieram się ręcznikiem i ubieram się w czarne, obcisłe spodnie i białą bluzkę na ramiączka z dużym dekoltem. Kiedy czesałam włosy zastanawiałam się co te ubrania robią w mojej szafie. Zamykam za sobą drzwi i kieruję się do salonu gdzie rozmawiają wszyscy których widziałam po przebudzeniu. Przy kanapie stoi kojec z wiercącym się dzieckiem. Bez zastanowienia biorę dziecko na ręce i siadam obok Johanny. Sama nie wiem czemu wzięłam dziecko po prostu wiedziałam że mam je wziąć. Wszyscy się na mnie patrzą z zaskoczeniem, ale ja skupiam wzrok na drugim zawiniątku które śpi w ramionach Edwarda. 

      - Ja ciebie też - słyszę głos Peety i znowu wszystko znika.

      ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

      Powracam po przerwie wakacyjnej która się troszeczkę przedłużyła. Tym wpisem testuję nowego bloxa xD I tak wiem że skok przez balkon do wody był w intruzie ale taką miałam wenę :P

      Mam nadzieję że notka się spodoba.

      Zadziora :*

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Rozdział 29”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      zadziorna1000
      Czas publikacji:
      wtorek, 26 sierpnia 2014 12:01
  • piątek, 25 lipca 2014
  • środa, 23 lipca 2014
    • Rozdział 28

      - Skarbie wstawaj za dwie godziny jesteś umówiona na spotkanie z Peetą - na tą informację zrywam się jak poparzona - Jezu ! Oszalałaś ?! - warczy mentor.

      - Przepraszam Haymitch zajmiecie się dzisiaj Jenn ?

      - Oczywiście nie martw się o to dziadkowie też chcą spędzić trochę czasu- uśmiecha  się do śpiącego bobasa.

      - Zaraz przyjdę tylko ją nakarmię - Haymitch wychodzi a ja karmię Jennifer. Nie lubię jej zostawiać chcę być przy niej ale czasem po prostu muszę ją zostawić. Ciekawi mnie jakim ojcem będzie Peeta. Czy pokocha ją ? Lecz najgorsze jest czekanie na chociaż jeden przebłysk powracającej pamięci. Jeśli przypomni sobie chociaż jeden nasz pocałunek będzie to sukcesem. Idę z Jennifer do salonu gdzie wszyscy siedzą.

      - Haymitch kiedy pokażesz mu nagrania z Igrzysk, turnee i w ogóle ? - pytam się siadając obok Edwarda.

      - Kiedy spałaś byłem u niego i oglądałem je z nim trochę pamięta, jest już prawie pewny że nie chcesz go rozszarpać - uśmiecha się blado mentor.

      - Jakiś postęp - mówi Dominik.

      - A właśnie Katniss mama chciała z tobą porozmawiać - odzywa się Edward.

      - Dobra to... potrzymaj ja - mówię oddając Edwardowi jego siostrzenicę i idę do kuchni gdzie siedzi matka Peety. Na mój widok się uśmiecha.

      - Dziecko czy ty jesz cokolwiek ?! - wykrzyknęła. Faktycznie przez ostatni czas trochę schudłam.

      - Tak... trochę tam jem - wzruszam ramionami.

      - Porozmawiam o tym z Johanną - mamrocze sobie pod nosem a potem przytula mnie.- Idź do niego - matka Peety zaczyna płakać.

      - Niech mama nie płacze - uspokajam ją. Żegnam się ze wszystkimi i wracam taksówką do szpitala. Johanna najpierw prawi mi kazanie że nie było mnie w nocy a potem zaczyna swoją tyradę o tym że na spotkaniu z Peetą muszę być seksowna i tak dalej. Myję się zakładam kolejną kreację i idę do Peety. Lekarze znowu zabierają mi obrączkę i tłumaczą co mam robić. Peeta już chyba wie że przyjdę bo dzisiaj ma minę jakby długo na kogoś czekał i jest odwrócony do drzwi.

      - Cześć - mówię i siadam na krześle.

      - Przyszłaś - jest szczęśliwy z tego co słyszę.

      - Jak samo poczucie ? - pytam z uśmiechem

      - Dobrze oglądałem z Haymitchem Igrzyska i turnee i... - zawiesza się

      - i...? - pytam .

      - Jestem na 90% pewny że nie jesteś zmiechem - uśmiecham się szerzej.

      - A co z pozostałym 10% ?

      - Nie głosowało - zaczynamy się śmiać. Nagle Peeta poważnieje. - Byliśmy razem ? Prawda czy fałsz ?

      - Prawda - odpowiadam chcę już mu powiedzieć że jesteśmy małżeństwem kiedy nagle do sali wbiega matka Peety z płaczącym dzieckiem. Jennifer.

      - Katniss ona nie przestaje płakać! Próbowaliśmy wszystkiego nawet pediatra nie wie co się dzieje! - krzyczy przerażona i podbiega do mnie. Odbieram od niej płaczącą Jennifer i tulę ją do siebie uspokajając. Zaczynam śpiewać

      W oddali łąki, wejdźże do łóżka

      Czeka tam na cię z trawy poduszka.

      Skłoń na niej główkę, oczęta zmruż,

      Rankiem cię zbudzi słońce, twój stróż

      Jennifer jest przyzwyczajona do mojego śpiewu więc uspokaja się po pierwszej zwrotce.

      - Nie wiedziałam że tak pięknie śpiewasz - mówi matka Peety i wychodzi z sali. Jennifer patrzy na mnie swoimi pięknymi błękitnymi oczami co sprawia że się uśmiecham. W pewnym momencie czuję ciepły oddech na moim karku. Powoli odwracam głowę i dzieje się coś czego się nie spodziewałam.

      Nasze usta stykają się w delikatnym pocałunku, chcę się odsunąć ale Peeta pogłębia pocałunek. Odwzajemniam go. Chciałabym zatrzymać czas ale Peeta się odsuwa. W jego oczach widzę mieszankę uczuć: szczęście, strach i miłość.

      - Katniss Mellark - szepcze z uśmiechem. - Pamiętam - zaczynam płakać ze szczęścia.Peeta ociera kciukiem jedną łzę. - Kochanie nie płacz.

      - Kocham cię - to jedyne co mogę powiedzieć.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Rozdział 28”
      Tagi:
      Autor(ka):
      zadziorna1000
      Czas publikacji:
      środa, 23 lipca 2014 18:26
    • Rozdział 27

      - Pani Mellark możemy porozmawiać ? - zwrócił się do mnie jakiś siwy lekarz.

      - Tak, oczywiście- zaprowadził mnie do jakiegoś gabinetu i wskazał krzesło żebym usiadła a on zajął miejsce na przeciwko.

      - Pan Mellark bardzo dobrze zniósł pani odwiedziny co jest dobrym znakiem, ale jego amnestia może okazać się trwałą lecz jeśli szczęście dopisze jest tymczasowa - słowa lekarza zasmuciły mnie lecz starałam się być silna. Musiałam go z tego wyciągnąć. Dla niego, jego rodziny, znajomych, dla mnie i Jennifer. Ona nie mogła żyć bez ojca. Zawsze chciałam żeby moje dzieci miały normalną rodzinę a Gale jak zawsze wszystko zniszczył. - Chcę panią prosić o jak najczęstsze wizyty u męża. Może mu pani śpiewać jak dziś i ta gra którą pani wymyśliła jest dobra - kiwam głową lecz jedno mnie zastanawia.

      - Ta opaska którą miał na ręku, co to było ? - pytam się bez większego namysłu.

      - Na opasce jest lek kiedy pacjent po osaczeniu ma atak z opaski która jest podczepiona igłą do żyły wprowadzamy lek dzięki temu pan Mellark dał się dotknąć - znowu kiwam głową bo jak zwykle brakuje mi słów. - A jak się czuje córka ?

      - Dobrze kiedy byłam przesłuchiwana zaszczepili ją - lekarz uśmiechnął się.

      - Jutro ma przyjść jej akt urodzenia z urzędu - zapada krępująca cisza. - I doktor Aurelius będzie chciał z panią porozmawiać.

      - Czemu ?

      - On twierdzi że może pani sobie z tym nie radzi - zaśmiała się pod nosem i wyszłam trzaskając drzwiami. Ruszyłam szybkim krokiem do recepcji.

      - Mogę prosić o telefon ? - jakaś kobieta podała mi go i poszła na zaplecze. Wystukałam numer i czekałam aż Annie odbierze.

      - Halo ?

      - Annie to ja Katniss zajmiesz się Jennifer ?

      - Jasne zaraz będę - rozłączyła się i po piętnastu minutach pojawiła się w drzwiach szpitala. Ona jak reszta zwycięzców oprócz mnie, Jochanny, Peety i naszych dzieci siedzieliśmy w szpitalu, a oni w ośrodku razem z naszymi rodzinami. 

      - Annie tak ci dziękuję ja po prostu muszę odreagować - tłumaczę prowadząc przyjaciółkę do mojego a raczej mojego i Johanny pokoju.

      - Spokojnie zabiorę ją do ośrodka to też dziadkowie się nią zajmą - zabrałyśmy Jennifer i poszłyśmy do ośrodka szkoleniowego czyli obecnie darmowego hotelu zwycięzców i ich rodzin. W środku nic się nie zmieniło od naszego ostatniego pobytu tutaj. Rodzice Peety zaopiekowali się Jennifer a ja wyszłam na miasto. Powłóczyłam się trochę po ulicach zrobili parę zdjęć i musiałam podpisać kilka autografów. Nigdy nie lubiłam być sławna ale dzisiaj nawet mi się spodobało. Nie wiem co się ze mną ostatnio dzieje, to wszystko przez Gale'a. Gale zawsze nosił maskę. Był jest i będzie bezdusznym potworem dla którego nie ma różnicy zabicie człowieka czy zwierzęcia. Byłam głupia i ślepa wierząc że Gale jest dobry. Nigdy nie powinnam zaczynać się z nim zadawać. Czemu ja jestem taka głupia? Zaczynam biec nawet nie wiem czemu nogi niosą mnie w stronę pałacu prezydenckiego.

      - Skoro już tu jestem to zmontuję ten filmik - mamroczę do siebie i wchodzę do siedziby Beetieego. Na wstępie ochroniarze przeszukują mnie czy nie mam nic czym mogłabym skrzywdzić prezydenta, a potem jeden z nich prowadzi mnie do gabinetu Beetieego.

      - Katniss ! - wykrzykuje Beetee i podjeżdża do mnie na wózku. Przytulam go na powitanie i siadam na kanapie. - Więc co cię do mnie sprowadza ?

      - Mam prośbę, a mianowicie czy mógłbyś zmontować filmiki z naszego domu gdzie jest pokazana nasza miłość w jakiś filmik a ja bym to puściła Peecie - Beetee kiwa głową. - Wiesz chodzi mi o jakieś fragmenty kiedy się śmiejemy, całujemy i takie tam.

      - To może zrobimy to razem ty powybierasz fragmenty a ja je złożę w całość.

      - Okey to się może udać - uśmiecham się. Resztę dnia spędzamy na wybieraniu fragmentów naszego życia. Potem montujemy wszystko i kiedy nagranie jest gotowe jest trzecia nad ranem.

      - Boże Beetee tak ci dziękuję - w ręku mam gotową płytę.

      - Tak mogłem się odpłacić za to co zrobiłem - uśmiecha się blado.

      - Beetee ty nic nie wiedziałeś. Nie obwiniaj się za błędy Gale'a.

      - Do zobaczenia Katniss - macham mu na pożegnanie i wychodzę z pałacu. W nocy jak i w dzień Kapitol tętni życiem. Łapię taksówkę (kolejny pomysł Beeteego) i jadę do ośrodka po Jennifer.

      - Katniss wrócisz jutro do szpitala dzisiaj prześpisz się tutaj - namawia mnie Annie więc tak robię. Kładę się obok śpiącej Jennifer na łóżku i zasypiam, jedynie budzę się żeby ją nakarmić i nie mam żadnych koszmarów co dziwne.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Rozdział 27”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      zadziorna1000
      Czas publikacji:
      środa, 23 lipca 2014 15:19
    • Rozdział 26 część 3

      No i jest część trzecia :) skończyłam to pisać o 02.21 więc dobranoc :) Zadziora --
      Więcej »

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Rozdział 26 część 3”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      zadziorna1000
      Czas publikacji:
      środa, 23 lipca 2014 02:22

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa